Głównie roboty. Zwaliła mi się na głowę inwentaryzacja duża, raporty globalne, przekształcenia ogromne. Plusem jest Nowa (z wyglądu – przeciwieństwo Tuni: młoda, pulchna, apetyczna, są amatorzy takich kobiet, głównie w starszym pokoleniu).  Łapie szybko, przejmuje ode mnie część spraw, które przy Tuni musiałam sama. Bywa zbyt samodzielna, ale po jednej wpadce się uspokoiła. Nie to, co Przyciężki. Zamiast schować gębę do szuflady, to jątrzy i knuje. Ale też nikt się chyba nie spodziewał po nim klasy i honoru. Jednym z pierwszych haseł, jakie wygłosił, było: no to teraz się dopiero przekonamy, komu słoma z butów wyłazi!  I pokazuje…

Prywatnie bez zmian: sielanka z Gustawem, zgrzyty z Józefem. Na szczęście mam wokół przyjaciół, którzy mówią jedno – młody ma dostać wpierdol, żeby wyszedł na ludzi. Chodzi do pedalskiej szkoły i życia nie poznał. Dom ma go tak wkurzać, żeby z niego uciekał do kumpli, którzy mu potwierdzą, że stara jest guuuupia a jej gach jeszcze bardziej. Jak każdy normalny 17 – latek. I do roboty ma iść w wakacje! Na budowę, gdzie lecą kurwy i chuje i gdzie piją piwo od rana. Inaczej moja przyszła synowa mnie przeklnie, bo to będzie oczywiście moja wina, że synuś jest trudny w pożyciu.

No i, jak zwykle, albo jest flauta albo nawał. Wczoraj: rano koleżanka zaprasza mnie na urodziny w środę. W środę jestem już umówiona z grupą koleżanek branżowych. Po południu dzwoni przyjaciółka ze studiów, żeby jednak się spotkać raz na dekadę. Ustaliłyśmy bezpieczny termin za miesiąc. Kończę rozmowę i wpada Bunia, żebym potwierdziła, czy będę na zjeździe kuzynów, bo trzeba wpłacić zaliczkę na żarcie. Kiedy spotkanie? Za miesiąc, w dniu właśnie TYM. Muszę przełożyć koleżanki. Wieczorem na pogaduchy zaprasza mnie Iga, z którą nie możemy się spotkać od czasu, gdy miałam krótkie włosy. A zapowiedział się Gustaw, w drodze powrotnej ze świętego miasta (acz nie z pielgrzymki). Gustawa rozsądnie przerzuciłam na weekend. Jeden dzień, trzy strzały w środek tarczy. A prócz tego czeka nas zorganizowanie grupowych kajaków, strzelnicy i wakacji w miejscu, które wszyscy naraz odkryli. Na razie zmilczę, żeby nie zapeszyć. Gustaw przeciera szlak u pewnego pijaka, poznanego w samolocie na Fuerteventurę.

Młody zaś, z rozkwitem kataru i bólu gardła, wyjeżdża na Litwę. A marudził od początku: po co tam jechać? Co tam jest ciekawego? Tyle godzin autokarem! Pewnie! Lepiej przeleżeć w barłogu. Kurczę, nigdy tam nie byłam i chętnie bym się wybrała! Może w środę?