Może to być podróż życia. Mam jednak nadzieję, że doczekam Nowej Zelandii, Litefko… Tymczasem pakuję rukzak, minimalizuję kosmetyczkę, nie biorę ani jednej sukienki, za to mam czapkę, szalik i rękawice. Ciepłą kurtkę i górskie buty. W lipcu 15 stopni to może być maksimum. Plus wiatry i deszcz znienacka. Od oceanu wieje, wieloryby, renifery  i maskonury okrążają; gejzery, lodowce i wulkany… Islandia!

Tak z biegu wyszło… Gustaw usiadł koło kogo trzeba w samolocie na Kanary, ja dostałam nagrodę za wierną służbę a reszta spadła mi z nieba (grad, mikrowgnioty, ubezpieczenie, Gustaw i jego wiedza ogólna ;-). Potem wystarczyło drążyć temat i za dwa dni lecimy. Żeby to się dało zapamiętać nazwy miejscowości, do których chcemy zajrzeć! Od miesiąca siedzę w przewodnikach i łamię język. Dwa tygodnie to dość, by objechać wyspę i napaść oczy. I wymoczyć dupę. Jak my to zrobimy bez alkoholu, to ja nie wiem… Trudno, dwóch nagród nie dostałam. Nadrobimy po powrocie.

Czy ja zjem wieloryba? Pytanie!